|
Mija właśnie pierwszy kwartał działalności Alior Banku, jednego z najmłodszych graczy na rynku. Co warte podkreślenia, Alior powstał od zera jako bank polski, a nie
jest jedynie spółką - córką zagranicznego banku. Tworzeniu banku od
początku towarzyszyły spore emocje. Zapowiedzi Alior Banku stworzenia
nowej jakości w obsłudze dawały klientom nadzieję na faktycznie nowy
sposób podejścia do bankowości, a konkurencję zmuszały do obserwowania
nowego podmiotu.
Choć pierwszy miesiąc działalności nie obył się bez wpadek - na bank
spadła fala krytyki ze strony klientów, którzy mieli za złe m.in.
niedopracowane procedury i problemy z dostępem do bankowości
elektronicznej czy call center, to wydaje się, że czas działa na
korzyść banku. Tyle słowem wstępu. Pora na małe podsumowanie dokonań banku.
Do niewątpliwych sukcesów Alior Banku w pierwszym kwartale należy zaliczyć:
• pozyskanie 67 tys. klientów indywidualnych oraz ponad 4,5 tys. firm,
• zebranie depozytów w wysokości 1,1 mld zł, pomimo średniej atrakcyjności lokat,
• otworzenie 100 oddziałów banku (na ten rok plan zakłada uruchomienie 55 kolejnych).
O tempie ekspansji banku niech świadczy fakt, że np. Nordea Bank na otwarcie 100 placówek potrzebował 2 lat.
• wdrożenie bankowości mobilnej umożliwiającej dostęp do usług przez telefon komórkowy,
• podjęcie działań w kierunku budowy wizerunku banku poprzez akcję „Wielkie Opery” organizowaną wspólnie z Gazetą Wyborczą. Projekt ten polega na wydaniu kolekcji 20 książek poświęconych operom najwybitniejszych twórców: Mozarta, Verdiego, Pucciniego, Rossiniego, Donizettiego, Wagnera i Moniuszki,
• zdobycie wyróżnienia dla srebrnej karty kredytowej Alior Banku, która została uznana za najlepszą kartę na rynku w rankingu sporządzonych przez firmę Open Finance (styczeń 2009). Co warto podkreślenia, karta Alior Banku konkurowała z 40 kartami z 26 banków,
• przyznanie Alior Bankowi przez Gazetę Giełdy Parkiet nagrody Debiut Roku 2008.
Na minus można zaliczyć:
• opóźnienia we wdrożeniu usług biura maklerskiego - ruszyło dwa miesiące po starcie banku,
• brak możliwości inwestowania w fundusze inwestycyjne. Choć akurat w tym zakresie opóźnienia nie mają raczej większego znaczenia, patrząc na fatalną koniunkturę giełdową i stały odpływ aktywów TFI,
• opóźnienia w akcji kredytowej. Bank dopiero w połowie lutego uruchomił kredyty gotówkowe i hipoteczne. O ile w przypadku opóźnień w kredytach hipotecznych winę można zrzucić na ostatnie zawirowania na rynku, ograniczenia banków w udzielaniu kredytów oraz zwiększenie wymogów stawianych klientom obiegającym się o taki kredyt, o tyle trudno wytłumaczyć opóźnienia we wprowadzeniu kredytów gotówkowych. Znane są one z tego, że są łatwo dostępne, a przy tym drogie, co dla banku jest dochodowym biznesem.
• dość słaba Oferta depozytów - Alior szybko odpowiedział na obniżki stóp procentowych przez co został w tyle za konkurencją,
• na minus można też zaliczyć konstrukcję dwóch mocno promowanych produktów z oferty banku. Mam tu na myśli tzw. lokatę rekomendacyjną, jak również szeroko reklamowany w mediach „rachunek zarabiający” dla firm, w którym to bank płaci klientom. Moim zdaniem w obu tych produktach chodzi bardziej o efekt marketingowy, niż faktyczne korzyści dla klientów.
Przyjrzyjmy się najpierw lokacie.
Lokata rekomendacyjna to lokata, którą można założyć do 28 lutego.
Korzyścią dla klienta ma być oprocentowanie. Standardowo 4 - miesięczna lokata oprocentowana jest na 5,05%, ale jeśli polecimy ją znajomemu, to zarówno my, jak i on, otrzymamy dodatkowe 2,02%. Łącznie oprocentowanie wyniesie więc 7,07%.
Już pierwszy rzut oka na wymogi stawiane klientom przed założeniem lokaty pokazuje, że jest ona sposobem na względnie tanie pozyskanie nowych klientów. O ile aby założyć lokatę musimy mieć konto w Alior Banku, to osoba rekomendowana nie może być wcześniej klientem banku ani członkiem naszej najbliższej rodziny.
Pytanie, po co szukać i namawiać na konto w nowym banku znajomego, aby po spełnieniu dodatkowych warunków stawianych przez bank otrzymać 7,07% ,skoro konkurencja daje 7% lub nawet 7,5% (Getin Bank, Bank Pocztowy, ING) bez żadnych rekomendacji. Wystarczy znać ofertę konkurencji i wiedzieć gdzie ją porównać. Na niewiedzy klientów wydaje się bazować Alior Bank. Po wygaśnięciu lokat bank będzie miał z pewnością kilka tysięcy kont więcej, ale czy tylko w tym rzecz.
Zerknijmy teraz na „rachunek zarabiający”.
Podstawową zachętą do rachunku ma być wypłacanie klientowi przez bank co miesiąc 50 zł, o ile klient utrzyma średnie saldo na rachunku w wysokości 9000 zł miesięcznie.
Trzeba przyznać, że wygląda to nowatorsko.
Marketing jednak przegrywa z realnymi potrzebami firm. Firmy szukają bowiem raczej środków do rozwoju działalności, korzystają z kredytów, limitów zadłużenia i innych form finansowania, niż skupiają się na utrzymywaniu 9000 zł na koncie bankowym byleby dostać owe 50 zł. Ostatnie dane NBP na temat wysokości depozytów bankowych pokazały, że firmy wycofują środki z banków. W samym styczniu saldo było ujemne i wyniosło minus 4,6 mld zł. Powinno to dać do myślenia osobom odpowiedzialnym za ofertę Alior Banku.
W związku z powyższym pytanie brzmi, ilu klientów zdecyduje się pośrednio kredytować bank?
Oprocentowanie środków zdeponowanych na koncie wynosi 0%. Jeśli zatem saldo w danym miesiącu wyniesie 8900 zł, nie dostaniemy ani złotówki odsetek, a zapłacimy 2 zł opłaty za kartę wydawaną do konta. Bank w tym czasie obraca naszymi pieniędzmi za darmo.
Poza tym trudno dziś przewidzieć, jak bank zareaguje w przyszłości na obniżki stóp procentowych.
Od tego bowiem zależy ewentualny sens utrzymywania wspomnianych 9000 zł salda.
Policzmy sobie.
Na rachunku trzymamy cały czas minimum 9000 zł. Co miesiąc otrzymujemy 50 zł. Po roku mamy zatem 600 zł premii, co daje łącznie 6,7% brutto zysku. 9000 zł x 6,7% = 603 zł. Jeśli ktoś liczy w taki sposób, to faktycznie zarabia kilkadziesiąt złotych więcej niż u konkurencji, pod warunkiem, że RPP będzie nadal obniżać stopy procentowe, a Alior utrzyma premię w wysokości 50 zł.
Dalszy rozwój Alior Banku stoi pod znakiem zapytania.
Reasumując, pierwszy kwartał Alior Bank może zaliczyć na plus. Udało się zbudować sieć 100 oddziałów, rozwinąć ofertę, otrzymać nagrodę, wyróżnienie i nadrobić opóźnienia we wdrażaniu kolejnych usług. Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fatalny okres na jaki trafił Alior Bank ze swoim startem. Kryzys finansowy zmusza do poważnych rewizji planów rozwoju większe i bardziej dojrzałe instytucje. Inne, nowe banki, jak choćby startujący tuż po Alior Banku, Allianz Bank, mają ogromne trudności z rozwinięciem skrzydeł.
Ostatnie tygodnie przyniosły jednak informacje, które mogą zagrozić dalszemu rozwojowi banku. Panujący kryzys i coraz gorsze dane z krajowego rynku powodują, że banki, w większości będące w posiadaniu zagranicznego kapitału, coraz częściej wymieniane są jako obiekty do przejęć. Tak mówiło się m.in. o BZ WBK i BRE Banku. Zwolnienia pracowników zapowiedziały PKO BP, BRE Bank oraz Kredyt Bank. Pierwszy 1700, pozostałe po 300 osób. Jak w takich okolicznościach przetrwać i jeszcze się rozwijać? Brak wyrobionej marki, wysokie koszty uruchomienia banku i kłopoty inwestora, który wyłożył pieniądze na uruchomienie banku w dobie kryzysu, mogą być bolesne. Finansowa grupa Carlo Tassara, włoski inwestor Alior Banku, ma kłopoty finansowe na rodzimym rynku i wyprzedaje aktywa, aby spłacić zobowiązania. Co będzie z Alior Bankiem, jeśli zostanie wystawiony na sprzedaż?
Kto go kupi? Czy zostanie wchłonięty przez inną grupę finansową i zniknie marka Alior, czy zyska nowy kapitał na rozwój i uda mu się przetrwać kryzys?
Pytania można mnożyć. Z pewnością nie z takimi problemami chciał się zmagać twórca Alior Banku, Wojciech Sobieraj, który kilka lat temu współtworzył BPH. BPH został podzielony i sprzedany Pekao SA i GE Money Bank. Czy podobny los spotka teraz Alior Bank?
Warto obserwować dalsze poczynania banku. Z pewnością pojawienie się nowego gracza dobrze wpływa na cały rynek, a kryzys finansowy, nawet głęboki, wcześniej czy później się skończy.
Autor: Tomasz Bar, FinanseOsobiste.pl
|