|
Mój narzeczony z pewnym opóźnieniem dzieli majątek po swoim pierwszym mażeństwie. Rozwód uzyskal w 2000 roku. Przedmiotem podzialu jest zajmowane przez niego obecnie mieszkanie spódzielcze. Raczej nie podejrzewam Wysokiego Sądu,, żeby zarządzil sprzedaż mieszkania i podzial pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży. (Czy to się w ogóle praktykuje?)Mieszkanie przypadnie jednej ze stron a druga będzie splacać bylego wspólmalżonka. Jeśli mieszkanie zostanie przyznane byej żonie (z 12 letnim synem) śmiem podejrzewać, że do żadnego spacania z jej strony nigdy nie dojdzie. Osoba ta jest nauczycielką. W okresie, kiedy walczyla o alimenty wykazala w sądzie, że pracuje na 1/2 etatu. Teraz prawdopodobnie po to, żeby wykazać, że jest w stanie splacić b.męża pracuje na ponad pótora etatu. Pani ta od lat zręcznie omija postanowienia Sądu tzn. po prostu ma je za nic np.w sprawie umożliwiania kontaktów ojca z dzieckiem co sprawia, że oni praktycznie nie wychodzą z Sądu. Boję się, że w tej sprawie będzie podobnie. Wykaże, że znów pracuje na 1/2 etatu, że dziecko choruje, że cokolwiek i poprosi o odroczenie splaty i w konsekwencji to mieszkanie nigdy nie będzie przez nią splacone. Czy mozna się jakoś zapezpieczyć przed niesplacaniem przez bylego malżonka? Jakie ona ma możliwości prawne, żeby uniknąć splacania? A.
|