|
Rok temu zacząłem szkołę, podpisałem umowę, która wyglądała tak: "Ja niżej podpisany, zobowiązuję się do regularnego opłacania przez 11 miesięcy - 11 rat ustalonego czesnego, w terminie do 10 dnia danego miesiąca oraz, że będę okazywał dowody wpłaty w sekretariacie. W wypadku rezygnacji z dalszej nauki w szkole, zobowiązuję się do pisemnego powiadomienia dyrekcji o powziętej decyzji do 10 każdego miesiąca. Przekroczenie tego terminu powoduje dodatkowe skutki finansowe tj. opłata za kolejny miesiąc nauki. W wypadku wystąpienia różnic programowych pomiędzy przedłożonym świadectwem (świadectwami) wystawionymi przez inną szkołę, zobowiązuję się do zdania różnic programowych określonych obowiązującym planem nauczania w terminie wyznaczonym przez Dyrektora Szkoły." Nie wpłacałem jak na razie żadnej składki. Oddałem świadectwo ukończenia mojej wcześniejszej szkoły. Stwierdziłem, że na tych zajęciach niczego się nie nauczę i tak po pierwszym tygodniu przestałem chodzić na zajęcia. Przez rok przebywałem za granicą i nie miałem czasu uregulować tej sprawy. Teraz po roku gdy chce odebrać moje świadectwo z szkoły, sekretarka żąda zapłacenia pierwszego semestru. Szkoła nie wydała mi żadnej legitymacji, na zajęciach nie była sprawdzana obecność na egzaminy semestralne też się nie zjawiłem, czy oni mają prawo żądać pieniądze za to, że rok temu podpisałem jakiś głupi dokument, to przecież zwykłe oszustwo, naciąganie ludzi. Pewnie na tym przekręcie nieźle kasę wyciągają, sekretarka mówiła nawet, że mieli już taką sprawę w sądzie i wygrali. Czy szkoła ma prawo przetrzymywać moje świadectwo, co jeżeli poinformowałbym o tym policje, czy oni pomogliby w odzyskaniu mojego świadectwa? Dziękuje z góry za wszystkie porady.
|