|
Prosze o radę! Na parkingu uderzyłam stojący samochód. Kierowcy nie było w środku. Stałam przy nim ok. 20 minut, pytałam kilka osób, któe zatrzymały się przy rozbitym samochodzie, czy to ich. Kierowca się nie pojawił. Na małęj karteczce (tylko taka miałam) zostawiłam numer telefou. Po pewnym czasie wezwano mnie na policję. Przyznałąm się do rozbicia tego samochodu - takie były fakty. Podobno karteczki nikt nie znalazł - ewentualnie nie powiedział o tym informując o zdarzeniu. W tej chwili mój ubezpieczyciel domaga się ode mnie zapłaty ponad 2000 zł tłumacząc, że oddaliłam się z miejsca zdarzenia i w takim wypadku oni nie pokrywają strat. Pismo przyszło zwykłą pocztą. Czy muszę zapłacić? Czy mam szanse na uniknięcie tej windykacji? Bardzo proszę o pomoc Agata
|